<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Trzy bajeczki zakopiaskie> 
<author_1=Stefania Grodzieska>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=8>
<date=1951-08-12>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
By sobie raz jeden pan. Przyjecha na wczasy z maego miasteczka, gdzie nie
ma nawet porzdnej sali teatralnej.
Pierwszego dnia zatem poszed na jedn z imprez do reprezentacyjnej sali naszego reprezentacyjnego uzdrowiska. Ujrza obdrapane ciany i brudn kurtyn w strzpach. Siedzia jednak cierpliwie. Kurtyna rozsuna si z trudem i oczom jego ukaza si krew mrocy widok. Stae to dla wszystkich produkcji stanowia obrzydliwa wolne okolica, przedstawiajca ohydny Giewont otoczony potwornymi pagrkami, u stp ktrych tulio si wstrt budzce Zakopane. Podarte i brudne kawaki kotar, zwisajce tam i sam w nieadzie nie nadaway si ju nawet na obrusy dla najbrudniejszej gospody. Nic dziwnego, e produkcje, z zasady te nie najlepsze, wydaway si temu panu na takim tle ndzne, niechlujne i sznurowate.
 No, jeeli w Zakopanem jest o tyle gorzej utrzymana sala ni u nas w Topciczynie  rzek sobie ten pan  to wyobraam sobie, jaki musi by mietnik w takim na przykad teatrze w wielkiej Warszawie. 
I ten pan si rozpaka.
II
By sobie raz jeden lokal Morskie Oko. Godzina 11 wieczr.
Przy stole siedzi grupa modziey w wieku od roku do trzech lat. Wszyscy zalani.
 Panie stalsy, plos jesce p litla cystej!  Co si tak zucas, mas jesce fols?
 Spsedaem pieluchy i kodelk, moemy pi.  Dobla jest! Panie stalsy, pod t cyst jesce dwie kaski na mleku!
Takie dialogi bdziemy sysze w niedalekim czasie, jeli nielitociwi rodzice nie przestan zabiera na nocne dancingi maych dzieci, ktre narazie grymasz i zasypiaj przy stole, ale mog si rozpi z rozpaczy.
III   
Bya sobie raz jedna pani!
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>